Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

Amarantous Tour



Kiedy będziecie to czytać, ja niechybnie będę stała pod Wieżą...

Będę wdychała paryskie powietrze i rozkoszowała  moje oczy dziełami sztuki, a uszy pięknem francuskiego języka.

Dzisiaj wieża z amarantusa, choć a la Eiffla...

Słodkość ta powstała dzięki Pati od której "podkradłam" przepis, Pati dzięki, zasyłam całusy...

Podwójna porcja składająca się ze 100 gramów amarantusa, 100 gramów żurawiny (pokrojonej drobno), czekolady białej (2x100 g), mleczka skondensowanego słodzonego (160 gramów), dwóch łyżek oleju.

Białą czekoladę rozpuszczamy w wodnej kąpieli i potem mieszamy z mleczkiem i całą resztą. Następnie wkładamy w blaszkę wyścieloną papierem do pieczenia i dość solidnie ugniatamy, można położyć papier do pieczenia i dopiero na nim ugniatać - to też patent Pati - dzięki! Moja wieża była ugniatana bez papieru i ułożona na blachę. Taką dużą... z piekarnika...

Piec w temperaturze ok. 170 st. Celsjusza przez ok. 10 min. Gdy się zarumieni, wyłączyć. Wieża piekła się ciut dłużej i dlatego jest bardziej chrupiąca, ot co!

Pyszna sama w sobie, wprost urzekająca!!!
Smakuje w towarzystwie jogurtu naturalnego i smakuje w samotności...

Słodko...
Chrupiąco...
Po parysku...



środa, 19 listopada 2014

Daleki krewny kremu z Katalonii


Kto powiedział, że budyń nie jest krewnym crema catalana, albo creme brule…

Moim zdaniem budyń – szczególnie karmelowy – jest godzien bycia kuzynem wspomnianych wyżej. 
Szczególnie zaś, jeśli skarmelizować na nim cukier brązowy, typu demarrera…

Ech… karmel… caramel…


sobota, 7 czerwca 2014

Taki zimny... i wcale nie drań!



W sam raz na gorący, wiosenny wieczór.
Sernik na zimno!

Składniki niezbędne:
4 serki homogenizowane, naturalne
1/2 szkl. cukru pudru
cukier waniliowy
żelatyna (2 łyżki)
galaretka (magiczna-kolorowa owoce leśne oraz zwykła truskawkowa)

Najpierw przyrządziłam galaretkę owoce leśne i wstawiłam do lodówki. Następnie sernik, w sposób następujący: serki homogenizowane wymieszałam z żelatyną wymieszaną w jednej szklance wody, kiedy już trochę przestygła. Dodałam cukry wszelakie, tj. puder i waniliowy. Wymieszałam i wlałam do tortownicy, do której wcześniej włożyłam dowolnie rozkruszoną, gotową galaretkę leśną. Całość wstawiłam do lodówki. Kiedy już było gotowe, czyli żelatyna zrobiła swoje :) wylałam galaretkę truskawkową z drobinkami truskawek, którą wcześniej znacznie schłodziłam w lodówce.

Przyznacie, że prezentuje się znakowicie-smakowicie...

środa, 7 sierpnia 2013

Crema catalana... czyli zaczęłam odliczać dni do wyjazdu...





Krem kataloński to najprostszy i najlepszy deser, jaki jadłam w Hiszpanii.
Być może Wy macie jakieś inne... ale ten z pewnością jest moim ulubionym...
I wątpię, że dałabym się przekonać.
Najlepiej zaś smakuje po obiedzie, po takim hiszpańskim obiedzie...
Czyli, że paella con mariscos...
Potem już tylko crema catalana!

Como hacer crema catalana?
Ja skorzystałam z przepisu na www.ricetasdiarias.com.

I potrzebowałam następujących składników (dla 4 osób):
0,5 litra mleka
8 żółtek (z jajek kurzych)
10 łyżek cukru
2 łyżki mąki kukurydzianej
wanilia z kawałka laski waniliowej
garść cukru brązowego (do przypalenia palnikiem warstwy wierzchniej)

Otóż:
litr mleka wstawiłam na wolny ogień
żółtka z cukrem ubiłam mikserem i dodałam mąkę kukurydzianą i na nowo ubiłam

Do gotującego się mleka (wraz z wanilią) wlewałam powoli masę żółtkową, nieprzerwanie mieszając. Proces gotowania masy na wolnym ogniu (ciągle i bez przerwy mieszając) trwał pięć minut. Następnie masę przelałam do glinianych miseczek, oryginalnie zaplanowanych na krem kataloński i z regionu katalońskiego przywiezionych. Ale mogą być dowolnie wybrane, inne... przecież nie jest to, bynajmniej, żadna przeszkoda...

Gdy już się ochłodziły wstawiłam do lodówki na szybkie chłodzenie.
I na koniec posypawszy cukrem, przypaliłam...

Najprostsza i najbardziej wyrafinowana dekoracja jaką znam!
A ja przełamując cukier dostałam się do środka Katalonii!

Choć wcale jeszcze nie wyjechałam...

piątek, 12 lipca 2013

Lodowa pocztówka z przeszłości





Te lody to trochę tak jak kartka z dalekiej podróży...
Ale nie z Paryża, bynajmniej!

To kartka z podróży z mojej przeszłości, z wakacji które spędzałam u dziadka i babci. Bardziej u dziadka chyba, bo jego pamiętam trochę... Łezka mi się w oku dzisiaj zakręciła, gdy słuchałam lata z radiem w Jedynce. Bo to właśnie u dziadka budził mnie ten program, sygnał hejnału przypominał, że to już południe...

Ale ja nie o tym chciałam, ach nostalgia! No więc u dziadka, nie w Paryżu, a w Garbatce Letnisko, w środku Mazowsza stała taka zielona budka, nomen omen... W tej zielonej budce można było dostać pyszne lody. Pamiętam śmietankowe i truskawkowe, jeśli w ogóle były jeszcze inne... Tyle pamiętam, że były pyszne, a budka była zielona. Ale kto wie, może to mi się śniło? Może ktoś był tam wtedy w tej okolicy i przypadkiem pamięta, czy budka była zielona?!

Moja najmłodsza siostra chyba nie pamięta tej budki... Ale ma jutro urodziny (i nie jest już taka znowu najmłodsza:), przesyłam jej więc życzenia wraz z wirtualną gałką loda śmietankowego. Zapewniam, że lody były pyszne, a te które zrobiłam z przepisu od Pani E. niemniej pyszne (oczywiście dedykacja i pozdrowienia dla Pani E.) Tak przynajmniej pamiętam ten smak.

A oto przepis:
200 ml śmietanki (30%)
3 jajka całe
10 dkg cukru (lub trochę mniej, bo z tą ilością lody dość słodkie!)
bakalie (opcjonalnie)

Z żółtek i 1 łyżki cukru ubijamy kogel-mogel.
2 białka z resztą cukru ubijamy na sztywną pianę.
Śmietanę ubijamy nie na sztywno.

Następnie śmietanę dodajemy do kogla-mogla, mieszamy i na koniec dodajemy pianę, którą mieszamy delikatnie łyżką. Możemy dodać bakalie, jeśli lubimy lody bakaliowe.

Wlewamy do formy – ja umieściłam w keksowym, jednorazowym, acz nie papierowym. Wstawiamy do zamrażalnika na 24 godziny.

Topi się inaczej niż znane nam lody sklepowe...
Lodowa pocztówka z przeszłości przeniosła mnie w czasy młodości...


środa, 26 czerwca 2013

Tru…ska…wki… Fran…cu…skie…






Może godzina szósta rano to za wcześnie na wypieki? A może za późno? Może trzeba było wstać wcześniej? A może jednak to dobra godzina…

Takie wątpliwości mną szargały, po wyjęciu deseru z piekarnika. Ostatecznie przeszłam nad nimi do porządku dziennego. A jednak nie do końca jestem usatysfakcjonowana. Mniejsza… Opowiem może, o co mi poszło…

Otóż rozmroziłam ciasto francuskie. Z powodu braku papieru do pieczenia, użyłam foli srebrnej, aluminiowej… To był chyba błąd, bo od spodu ciasto nie było chrupkie, a przynajmniej ja się spodziewałam, że takie nie będzie. A być może to truskawki spowodowały, że ono trochę namiękło?

Nic to!

Do deseru użyłam:
ciasto francuskie
kilka truskawek
garść cukru brązowego
cukier puder

Każdą z truskawek ułożyłam na „urządzeniu” zwyczajowo używanego do krojenia jajek. Dobrze i prosto mi to poszło. Następnie ułożyłam je na cieście, posypałam cukrem i włożyłam do piekarnika, w trybie „termoobieg z podgrzewaniem od dołu” do temp. 160 st. C. na około 30 min.

Sypnąwszy cukrem pudrem, pozwoliłam sobie zjeść na pierwsze śniadanie…

piątek, 7 czerwca 2013

Stracciatella... czyli czy można chcieć czegoś więcej?



Deser, ach co za deser...
Niewymagający i zaskakujący!
Czas przyrządzania krótki, a radość z niego wielka.
Przepis podarowany przez Panią P. z dedykacją dla Niej właśnie...

Tak więc do jego zrobienia:
300 ml śmietanki 30%
100 g bezy
30 g czekolady gorzkiej (ok. 1/3 tabliczki, ale ostatecznie wg uznania)
1 łyżka likieru o smaku whiskey

Bezy rozdrobniam wałkiem, tj. nakrywam papierem do pieczenia i wałkuję. Następnie wrzucam do wcześniej ubitej śmietany (mikserem i nie na całkiem sztywno). Podobnie wsypuję utartą gorzką czekoladę i wlewam likier. Wszystko razem delikatnie mieszam i umieszczam w blaszce wąskiej, małej keksówce. Wypełnioną formę delikatnie wystukuję o blat, żeby masa "osiadła". Nakrywam szczelnie folią aluminiową żeby nie deser nie przyjął innych zapachów obecnych w zamrażalniku. Tak przygotowaną straciatellę umieszczam w zamrażalniku do momentu zamrożenia. Może być na całą noc!

Kroję na grube plastry lub inne kształty i podaję z sosem z owoców. Najbardziej lubię z malinami usmażonymi z cukrem brązowym na patelni. Ale przekonałam się ostatnio, że truskawki wcale im nie ustępują smakiem...
I co dla niektórych może być ważne, jest to deser, który nie wymaga sprawnego piekarnika :), ot co!

Straciatella...i życie jest słodkie!

środa, 6 czerwca 2012

Dlaczego znowu truskawki...



Sezon w pełni i ot dlaczego...


Szczególnie myślę o tym, żeby zrobić z nich deser wtedy, kiedy nie są oszałamiająco świeżo zerwane, no dobra, kiedy nie są świeżo z targu przyniesione...
Otóż takie truskawki można, jak już pewnie się niejednokrotnie przekonaliście, traktować na prze...różne sposoby. A jeśli jeszcze pod ręką posiadacie żelatynę, galaretkę owocową i na przykład biszkopty, to wtedy jest już idealnie! W lodówce musicie mieć też jogurt lub śmietanę. Wtedy możecie przygotować taki oto deser truskawkowy, czerwcowy...


Truskawki zmiksowałam w blenderze wraz z cukrem oraz jogurtem względnie śmietaną (wg gustu i w zależności od słodkości truskawek, a także pierwiastka kwasowości śmietany, czy też jogurtu). Do przygotowanego koktajlu dolałam żelatynę (sporządzoną wcześniej wg przepisu z torebki i przestudzoną). Odstawiłam na chwilę do delikatnego stężenia. Niestety nie byłam cierpliwa, tym razem... (o wiele lepiej przeszłam test cierpliwości w przypadku robienia nalewki). Otóż, historia wyglądała następująco. Na spód ułożyłam podłużne biszkopty (zrobione dla sklepu Real - pyszne również do tiramisu, a cena konkurencyjna!). Zniecierpliwiona nie tężejącą, koktajlową masą wylałam ją na biszkopty (na tortownicę wyłożoną pergaminem), a te uniosły się na górę. Wiadomo przecież, że nie są zbyt ciężkie :). I tak oto wylądowały pomiędzy truskawkowym koktajlem a galaretką truskawkową. Na wierzch, jakżeby inaczej... truskawki w plasterkach, zatopione wszakże w trrruskawkowej galaretce...


Ktoś powie zbyt dużo?! 
Nigdy dość, szczególnie w upalne, czerwcowe dni... 
Ech!


poniedziałek, 27 lutego 2012

Legumina



Maja Łozińska pisze w swojej książce "Smaki dwudziestolecia", że w międzywojennej Polsce na topie były obiady trzyczęściowe, to jest: zupa, danie główe i deser, leguminą zwany.
Od kiesielu, przez kompot, galaretkę, naleśniki na torcie hiszpańskim kończąc...
Przeszło mi to przez myśl, gdy pomyślałam o wykorzystaniu kaszy jaglanej, o której z kolei zaczytałam się w "Miastowi, slow food i aronia losu" u Anny Kamińskiej.
Otóż nazwałabym ten sposób na deser leguminą właśnie... kasza jaglana z powidłami śliwkowymi i śmietaną.

Kaszę jaglaną zrobiłam wg przepisu z opakowania:
1 część kaszy na 2ie części wody plus łyżeczka masła (gotowana 15 min.)
powidła śliwkowe (slow food ®by mama)
odrobina lub nie :) śmietany

Trzecie danie nieustannie...


poniedziałek, 20 lutego 2012

Słodka pianka...




Z całą pewnością można powiedzieć, że zrobiona dzięki tłustemu czwartkowi...
Otóż miały być pączki i były! Z tajnego przepisu gdzieś na gotujebolubi :)... rzeczywiście pyszne, ale gdzieś popełniłam błąd w procedurze, bo wyszły mi dziwnie płaskie, nic to! ?spróbuję być może raz jeszcze... kiedyś...

A tymczasem...
Usiadłam nad dużą ilością białek jajowych, które musiałabym wyrzucić gdybym nie wpadła na pomysł też już przecież znany. Australijska Biała Pavlova dzięki
uprzejmości Mojewypieki i wszystkim innym, którzy pisali o tym przepisie... 

czyli deser z 20 białek "popącznych" (porcja na dwa duże kręgi i torcik z trzech małych wielkości talerzyka deserowego, uff), ilość polecana na dużą biesiadę rodzinną bądź klasyczną domówkę...

do 2 dużych kręgów:
po 6 białek, 300 g cukru miałkiego, 1 łyżeczka mąki kukurydzianej i 1 łyżeczka octu jabłkowego
zaś do 3 małych kręgów pozostałe 8 białek.

Białka ubijamy, najpierw wrzuciłam mąkę z octem i niebawem całą resztę cukru i dobrze ubiłam. Tak jak zalecano na papierze wymalowałam okręgi i wyłożyłam dwie duże porcje sztywnego białka , ułożyłam w piekarniku na 10 min w 190 stopniach C., po czym do wskazanej temperatury zmniejszyłam, czyli 150 st. C i piekłam 90 minut. Przyznam, że ten efekt mnie oszołomił, bo to był mój pierwszy raz (sic!). Jeden regularny krąg zjedliśmy z bitą śmietaną i rozmrożonymi owocami leśnymi. A potem pozostał już tylko torcik z małych krążków, przełożony bitą śmietaną, leśnymi owocami i kolejną warstwą z mandarynkami z puszki..

Czwartkowe, słodkie odkrycie!

wtorek, 24 stycznia 2012

Quesadilla de platanos





Następnym razem jak będę na Wyspach Kanaryjskich postaram się odnaleźć ten smak.
Nie jestem bowiem pewna, czy moja quesadilla smakowała tak zwyczajnie... po kanaryjsku...

Rozkoszny, kaloryczny przysmak na dni romeria - pielgrzymki, która odbywa się na Wyspach w połowie lata. Czas owych dni uważa się za szczególnie święty dzięki obecności Matki Dziewicy.  Elizabeth Luard pisze, że stosowym jest przygotowywanie i jedzenie słodyczy na ów czas. Im bardziej okazałe i bogatsze, tym lepiej dla jedzących.

Na ciasto należy przeznaczyć:
150 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki startego cynamonu
szczypta gałki muszkatołowej
1 łyżka cukru pudru
110 g startego schłodzonego masła

Natomiast farsz, jak niżej:
3 obrane banany (dojrzałe) posiekane drobno
500 g świeżego twarogu
3 żółtka
wyciśnięta limonka lub sok z cytryny (opcjonalnie)

Najpierw ucieramy schłodzone masło (ta forma masła jest doprawdy urocza!) Wszystkie składniki na ciasto mieszamy, dodajemy lodowatej wody, tak aby ciasto przybrało miękkości (tylko odrobinę). Ja do swojego dodałam niewiele (jeden łyk może...) a i  tak musiałam dodawać mąki, gdyż ciasto było zbyt miękkie. Odstawiamy je na 10 min. po czym rozwałkowujemy krótkimi ruchami, przy czym raczej je wyciskamy niż rozciągamy (ze względu na jego miękkość). Do piekarnika nagrzanego do temp. 220 st. C wkładamy blachę do tarty z wyłożonym na niej ciastem (ok. 20 cm średnicy). Następnie nakłuwamy widelcem i przykrywamy folią lub papierem do pieczenia, wysypując fasolę lub ryż, wkładamy na 15 min. do piekarnika. Potem wkładamy jeszcze na 10 min. po zdjęciu z niego folii bądź papieru, tak aby przypiekło się od góry.
Składniki do farszu (wymieszane ze sobą) wylewamy na ciasto (przestudzone) i rozprowadzamy równomiernie, po czym wkładamy do piekarnika (o temp. 170 st. C) i pieczemy 40-50 min.  Możemy pokrószyć odrobinę dodatków jeśli chcemy.
Na mojej tarcie wylądowały skrawki czekoladowe. Ciasto rzeczywiście jest przepyszne, choć limonka spowodowała, że nie było zbyt słodkie (mimo trzech garstek cukru dodanych do farszu).
I pewnie przez to, że banany kanaryjskie bywają dużo słodsze niż te nasze, polskie :)...

Niemniej... Można udekorować polewą białoczekoladową...
Można robić eksperymenty...
Warto powtórzyć!

piątek, 6 stycznia 2012

Taka mała...


A i owszem powtórka...
Tym razem Tchibo okazało się bardzo pomocne, owszem trzeba trochę poczekać, aby ugotowana śmietana zgęstniała trochę bardziej. Niemniej, pierścienie do deserów spełniły moje oczekiwania prawie bezapelacyjnie. Przed wlaniem przygotowanego deseru (po wstępnym zastygnięciu), postawiłam pierścienie na talerzu, tak czy tak dołem niewielka ilość płynnej panny wyciekła. Być też może należało jeszcze dłużej poczekać... A być może znacie jakiś patent na tego typu wypadki? Jeśli tak poradźcie...
Kiedy już zastygł deser, następnego dnia przygotowałam jeżyny w galaretce. Jak tylko zastygły wystarczająco, polałam deser pozostawiając na jakiś czas jeszcze w chłodzie. Następnie pomocą do wyjęcia deseru z pierścienia (załączoną do kompletu) wypchnęłam deser lekko na talerzyk.

Ten deser zawsze smakuje dobrze...
Następnym razem ze "skonfiturowaną" jeżyną z Provincji posmakuje może lepiej...
Ale czy to lepiej jest możliwe?!

piątek, 30 grudnia 2011

Amaretto i gruszki



W odnalezionym segregatorze Kulinarny Atlas Świata oczom mym ukazały się gruszki rumowe. Obecność gruszek w domu zanotowałam, natomiast również brak rumu. Nie zmartwiło mnie to zupełnie, bo likier amaretto dobrze zastąpił rum.

Dla dwóch osób przygotowałam deser z 3ech niedużych gruszek. Potrzebowałam również:
1/4 szklanki amaretto + 1/2 łyżki amaretto,
1/4 szklanki rodzynek,
1/4 szklanki wody,
1 łyżka cukru,
odrobina masła .

Gruszki obrałam, wykroiłam gniazda nasienne i pokroiłam na ósemki.
Wszystkie składniki, tj. likier w szklance, wodę w szklance, rodzynki, cukier i masło umieściłam w garnku. Wraz z gruszkami. Całość zagotowałam, co chwilę mieszając. Gotowłam ok. 7 min., następnie wyjęłam delikatnie gruszki, gdy już nabrały trochę miękkości. Sos gotowałam dalej do odparowania, bo powinien nabrać konsystencji syropu. Na koniec zdjęłam z ognia i połączyłam z 1/2 łyżeczki amaretto, które tylko na to czekało... Tak przygotowanym sosem polałam moje gruszki.

A one tylko czekały na moje wiórki czekoladowe odzyskane...
I już potem pozwoliły się skosztować...

wtorek, 19 lipca 2011

Obiecana panna




1/2 litra mleka
2 śmietany (36% do deserów, oraz do sałatek 18%)
1/2 szklanki cukru
cukier waniliowy
3 łyżeczki żelatyny
starta skórka z jednej cytryny

Wszystkie składniki wymieszać ze sobą, a następnie podgrzewać na wolnym ogniu powoli mieszając.
Wyłączyć jak masa będzie gorąca... masa powinna być gotowana, a nie zagotowana...
Pozostawić do ostygnięcia. Następnie wlać do małych salaterek. Najlepiej żeby to były jak najprostsze naczynia - prostokątne lub takie do creme brule - po zastygnięciu będzie prościej odwrócić do góry nogami bez uszczerbku na strukturze deseru (mnie się nie udało, bo naczynia niestety użyłam krągłe...)

Panna cotta została polana dżemem ze świeżo podsmażonych owoców leśnych, malin i jagód.
Buona panna cotta!

czwartek, 7 lipca 2011

Niczym świeże bułki, czyli panna cotta wieczorową porą




Deser ów, Panna Cotta przywieziony swego czasu z Italii.
Panna cotta, której bazą jest mleko i śmietana do ubijania. Deser jest wyśmienity w swej prostocie. Ten został zrobiony z gotowych składników.No i to wyśmienite pudełko w komplecie!
Czyż to nie poręczne i wręcz wyręczające?

Niestety deser zniknął ze stołu jak świeże bułeczki, nim został sfotografowany w całej swej prostocie! Dzisiaj polecam zadowolić się tym co jest i przystąpić do próby stworzenia swojej panna cotty.

Ja na swoją zapraszam w przyszłym tygodniu.
A tymczasem życzę miłego dnia z ulubionym deserem w tle...

wtorek, 28 czerwca 2011

Przemijające sezony



Ostatnio sezony mijają mi bardzo szybko. Na nic prawie nie zdążam. Dość powiedzieć, że szparagi jadłam tylko dwa razy, raz zielone i raz białe. A sezon szparagowy sobie minął. Mam takie nieodparte wrażenie, że z truskawkami jest tak samo. Choć być może to wcale nie o sezon tutaj chodzi. Może ma coś z tym wspólnego czas.... Albo priorytety inne...
Cóż, jest jak jest!
A na stół wjechały naleśniki z serem. Biały ser produkowany przez firmę Ziembiński. I rzeczywiście ser oszałamiający. Można go kupić w PiotrzeiPawle, być może też w innych miejscach. No więc ser z jogurtem i pokrojonymi w kratkę truskawkami, a naleśniki podsmażone na maśle.

Och!
Dobrze wykorzystany sezonowy owoc!


piątek, 24 czerwca 2011

Kiedyś w dzieciństwie, czyli zielona budka...



To była namiastka, choć jednak Grycan... i w dodatku śmietankowy, albo bakaliowy, już nie pamiętam.
Jednak lody kradną moją duszę, szczególnie te pyszne!

Do dzisiaj z sentymentem wspominam lody śmietankowe i owocowe z zielonej budki. Tak, właśnie z zielonej budki! Dzisiaj już chyba nie istnieje, nie wiem bo dawno nie byłam. Mniemam jednak, że ta zielona budka w Letnisku mojego dzieciństwa to już przeszłość, tak samo zresztą jak dzieciństwo! Lody były przepysznie śmietankowe i na pewno nie jest to wspomnienie przyprószone, to był fakt tamtych czasów.

A dziś co? Dobrze, że jest Grycan!
I nawet dobrze, że moje dzieciństwo to tamte czasy!


wtorek, 26 października 2010

Pod tytułem wariacje



Wariacja na temat ciasta na zimno, które ostatnio było na tapecie. Różniła się... W środku swoje miejsce znalazły kostki galaretki czyli  dużo jellies i to w dodatku kolorowych. Tymczasem wierzch ozdobiła mandarynka z puszki. Wszystko pod przykrywką... orange jelly!

Do tego egzemplarza:

serki waniliowe (2) Rolmlecz
gęsty jogurt waniliowy (masy "serowej" ok. 800 g)
200 g śmietany (tym razem użyłam ponad 30%
4 łyżki cukru pudru
2 czubate łyżki żelatyny
parę kropel esencji waniliowej
biszkopty (najlepiej małe)
mus jagodowy (firmy Fungopol http://www.eko-kraina.com.pl/jagodowy-200g-fungopol-p-344.html)

A resztę robimy jak w instrukcji z 24 września - Na zimno! http://niech-zyje-kuchnia.blogspot.com/2010/08/na-zimno.html

Ach! Nowa tortownica się sprawdziła!

wtorek, 24 sierpnia 2010

Na zimno!


























Sernik na zimno zainspirowany po trosze pobytem na jednej z nadmorskich plaż.

Produkty niezbędne do owego dzieła:
serki waniliowe (2) Rolmlecz
serki naturalne (2) Rolmlecz (czyli serka ok. 800 g)
200 g śmietany (najlepiej kremówki, czyli ponad 30%) a ja tym razem użyłam 18%
4 łyżki cukru pudru
2 czubate łyżki żelatyny
parę kropel esencji waniliowej
biszkopty (najlepiej małe)
mus jagodowy (firmy Fungopol http://www.eko-kraina.com.pl/jagodowy-200g-fungopol-p-344.html)

galaretka oraz owoce (mój sernik był leśny więc galaretka leśna oraz borówka amerykańska)

Jeśli śmietana kremówka to ubijamy na sztywno i dodajemy cukier puder (jeśli "zwykła" taka potrzeba nie zachodzi, bo i tak na sztywno się nie ubije, więc trochę można ją mikserem potraktować). Pomyślałam sobie, że skoro dodaję do tego sernika nie tylko serki waniliowe, ale również naturalne to zawartość cukru należy uzupełnić (okazać by się mogło, że sernik będzie całkiem nie słodki - co zważywszy na kwaskowy mus jagodowy oraz przebijającą kwaśną nutą borówkę jest prawdopodobne). Dalej, dokładamy serki powoli i ubijamy wszystko mikserem, dodając na koniec żelatynę rozpuszczoną w niewielkiej ilości wody i trochę przestudzoną. Całość zakrapiamy esencją waniliową i dynamicznie miksujemy. Odstawiamy do lodówki, aby masa serkowa lekko stężała.
Uwaga: ilość żelatyny może spowodować dość szybkie tężenie masy, także miejcie się na baczności...

Następnie wykładamy biszkopty na spód niedużej tortownicy ze średnią ok. 25 cm (można ją uszczelnić folią aluminiową). Na rozłożone biszkopty wylewamy niewielką ilość masy serkowej, po czy rozkładamy na całość niewielką warstwę musu jagodowego, zalewamy pozostałą (większą częścią) masą. Na całość rozkładamy borówkę rodem z Ameryki. Kiedy już trafimy na moment, w którym galaretka nie stężała zupełnie a jednocześnie jest w sam raz, rozlewamy na wpół zastygłą, przykrywając w ten sposób owoce.

I tak galaretka w kolorze leśnym jest doskonałym towarzystwem dla amerykańskiej przyjaciółki!
Bon apetit!

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Delicioso



























Przepis ten jest dobrze już znany czytelnikom, lodowo-garaletkowo:
http://niech-zyje-kuchnia.blogspot.com/2008/10/lodowo-garaletkowoi-w-dodatku.html

składniki przecież też, ale mała modyfikacja nastąpiła:
urozmaicenie polega na tym, że postanowiłam, że będzie to deser-ciasto odpowiadające smakowo delicjom, czyli będzie zawierało galaretkę, tylko!, pomarańczową oraz zalane w nim będą owoce koloru pomarańczowego - świeże! brzoskwinie, pomarańcze, morele były u mnie. Ale mogą zagościć również mandarynki spełniające pomarańczowy warunek, ot co!
Żeby delicyjnego smaku dotrzymać masa powinna też zawierać więcej kakao, tak więc urok czekoladowy tym samym będzie spełniony.

Ciasto należy wykonać podobnie dodając zamiast 2, 4-5 łyżek kakao.
No i okazało się, że instynkt nie zawiódł i smakowało mi nawet bardziej.














A na deser? Deser delicjosa! Czyli biszkopt i plaster pomarańczy zatopiony w pomarańczowej galaretce, która po zastygnięciu narzutką z czekolady została przyozdobiona.
I to też było coś przez duże "C"














Do lodowca:
1 kostka masła
30 dkg biszkoptów okrągłych
2 garaletki pomarańczowe
1 szkl. mleka
5 żółtek
1-2 łyżki budyniu (śmietankowy lub waniliowy bez cukru)
4-5 łyzki kakao
3/4 szkl. cukru

Do deseru deliciosa:
galaretka pomarańczowa
biszkopty
plastry pomarańczy
czekolada (w kąpieli wodnej roztopiona).