Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przekąski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 stycznia 2015

Przebiśniegi... czyli moja wiosna już blisko...




W sobotę ze słoika wypełnionego pieniędzmi na przyjemności kupiłam warzywa, i przyrządziłam sobie zapiekane frytki warzywne z ziemniaków, marchwi i pietruszki… Dokładnie takie, jak podawaliśmy do pstrąga na Karaibach… czas przygotowania do 20 min. potem piekarnik następne 20 min.

W niedzielę, z tego samego słoika, pozwoliłam sobie na innego rodzaju przyjemności… Skosztowałam oliwek zielonych, a na deser miałam ulubione lody Grycana, w śmietanowym smaku polane konfiturą domową porzeczkowo-jagodową… Czas przygotowania 2 min.

Wczoraj zaś pozwoliłam sobie na przebiśniegi… Tak je nazwałam, bo pomyślałam, że cykoria swoim zielonym kolorem zwiastuje nadejście wiosny, tak jak one…

Jeden z Kreatorów chciał jakieś szybkie danie… i to właśnie jest takie szybkie danie, choć nie na ciepło. Ale za to znakomita przekąska! Czas przygotowania... Było tak błogo, że o nim zapomniałam, choć z pewnością nie było go dużo!

No ale… Do rzeczy! Żebym nie była gołosłowna… Elu… zrobiłam te zawijasy z baleronu Coppa i niniejszym dedykuję wytwórcom! Zatem baleron Coppa, długodojrzewający i szynka szwardzwalska, a w nich serek kozi. Cykoria, plastry gruszki, rodzynki, winne grono bezpestkowe… Posypane parmezanem…

Z przyjemnością odpoczęłam na kanapie…

Przebijając się do wiosny…

Między Bordeaux a Parmą…

środa, 2 października 2013

Z tęsknoty za zielonym... za latem...



Z początkiem jesieni już mi szkoda lata...

Ale powinniśmy się cieszyć, że warzywa jeeeeszczeee są...
U mnie dzisiaj króluje brokuł z gospodarstwa Rysiny z szynką parmeńską i plasterkami oscypka zakopiańskiego. Przekąska przypieczona w piekarniku w czasie 10 minut (brokuł uprzednio delikatnie ugotowany).

Bo mnie jest szkoda lata...

niedziela, 16 grudnia 2012

Równouprawniony... kalafior





Historia tej sałatki pochodzi ze szkolenia o równym traktowaniu. To tam rąbka kulinarnej tajemnicy uchyliła jedna z równouprawnionych uczestniczek. A jest to sałatka banalna, prosta.

Potrzebujemy do niej:
kalafior
orzechy ziemne (lub mieszankę studencką)
jogurt, śmietana bądź dowolnie wybrany majonezowy sos (np. Sas senap&basilika z kuchni Ikea)
sól, pieprz

Kalafior świeży starłam na grubych oczkach tarki, a mieszankę studencką utarłam w moździerzu. Składniki zmieszałam, dołożyłam śmietany i sosu z Ikea, wymieszałam i dodałam sól i pieprz. Pozwoliłam sałatce odpocząć w lodówce dwa dni i się nie pomyliłam, bo smakowała rewelacyjnie!

I to właśnie równouprawnionym dedykuję tę pyszność!


piątek, 24 lutego 2012

Aż trudno uwierzyć, że tak dobre z cebulą!



Cebulaki znalazłam przez przypadek, szukając innej inspiracji... Może powinnam je nazwać po swojemu, jakieś przybulaki??
Otóż, na stronie o potrawach regionalnych, zaintrygowana posłużyłam się tym przepisem 

Właściwie zrobiłam je podobnie, czyli używając:
300 g mąki
½ szklanki mleka
25 g drożdży
6 łyżek masła
1 żółtko
ser starty
sól
papryka słodka
bułka tarta
i cebula oczywiście (najlepiej niech to będą dwie spore, nie będzie ryzyka, że zabraknie farszu...)

Drożdże rozpuściłam w mleku, a resztę składników wymieszałam razem. Stopiwszy wcześniej masło i odczekawszy aż ostygnie. Następnie wszystko zagniotłam i odstawiłam do wyrośnięcia ok. 30 min. Ciasto rozwałkowałam na cienki placek i pokroiłam na kwadraty, jak w oryginalnym przepisie 5-6 cm. Nałożyłam niewielką ilość cebuli (wcześniej pokrojonej i zeszklonej na patelni). Ps. ilość podana w oryginale - 200 g cebuli nie była wystarczająca! Na skutek czego borykałam się z problemem braku zeszklonej odpowiedniej ilości. Niemniej... Kwadraty składałam na trójkąty sklejając (nieudanie) boki. Skutkiem czego brzegi rozeszły się podczas pieczenia. Ale zupełnie nie jest to problem! Przygotowane trójkąty posmarowałam masłem roztopionym, posypałam startym serem i posypałam słodką papryką. Ułożyłam na blasze wyściełanej tłuszczem i bułką tartą. Wstawiłam do piekarnika (200 st. C) na 15 minut.
Efekt? Olśniewająco pyszny.

I na dodatek można je podgrzać ponownie, gdy już wystygną...
Czego nie omieszkam dnia następnego...

czwartek, 16 lutego 2012

Tofushi



Tofu firmy Polsoja, naturalne i tradycyjne i co najważniejsze soja niemodyfikowana genetycznie...bardzo dobrze opisany artykuł spożywczy!

A więc tofu pokrojone w kostki usmażone na patelni (ok. 5 minut) z wyciśniętym czosnkiem i sezamem w dwóch kolorach: czarnym i sezamowym :). Podane z paskami kapusty pekińskiej i skropione sosem ze świeżej chili, dwóch łyżek sosu rybnego, odrobiny sosu ciemnego sojowego i wyciśniętymi kroplami limony. Uwaga: jest ostro!

Zakąszać pałeczkami, małymi kęsami...
Lub urządzić w sposób następujący: wszystko mieszając i tak spożywając...

Pomyślałam, że możnaby to nazwać wietnamskim tofushi :)

środa, 15 lutego 2012

Zielony afrodyzjak




To są poprostu oliwki! Tyle że trochę umoczone...
W oliwie z tychże, oregano z krzaka i czosnku z ziemi, ot i tyle!
Dla mnie zaś ten aromat...
A smak...

czwartek, 5 stycznia 2012

Brukselska nuta


Brukselska nuta, przynajmniej trochę z nazwy :) Czy to oznacza, że już tęsknię za Brukselą??!.... hm...

A tym właśnie razem chciałam wypróbować coś specjalnego. Koszyczki metalowe do robienia gniazdek ziemniaczanych. Koszyczki-sitka kupiłam w Tchibo, niestety próba nie należała do udanych, choć jedno nawet wyszło... nie do końca, ale zawsze! Instrukcja mówi, że należy ziemniaki zetrzeć, namoczyć aby pozbyc się skrobi, po czym uformować w jednym z sitek, gniazdko, przykrywając drugim sitkiem. Zanużyć następnie we frytkownicy lub jak mniemam innym naczyniu, w którym jest gorący olej. Tak zrobiłam. Miałam problemy z wyjęciem gniazdka z sitka, gdyż bo przywarło do niego... Nic to, za trzecim razem nawet mi wyszło. Należy wyjmować jak już przestygnie, i mocno czymś walnąć :) aby wyszło... Jak się przyklei, należy podważać delikatnie widelcem. W sumie uznałam to za koronkową robotę...

Niemniej smakowało jak czipso-frytki, a do tego włożyłam ugotowaną brukselką nutę z dwukolorową sezamowo-sojową obwolutą...

Ps. Wykorzystałam z miseczki sos sojowy po tempurze... I czy to oznacza, że mogę danie zaliczyć do akcji "Nie wyrzucam jedzenia"? Ja uznaję, że jednak tak...


środa, 4 stycznia 2012

A jednak z Portugalii



Co tu dużo mówić...
Pomyliłam się co do rodowodu.
Do tej pory byłam przeświadczona, że tempura pochodzi z Japonii. A tymczasem to portugalscy mnisi nauczyli Japończyków tej wspaniałości. Przyrządziłam ją wg przepisu z mojej książki o japońskiej kuchni i za radą Agnieszki Kręglickiej. Która to rada mówi o tym, aby mąkę kukurydzianą z pszenną pomieszać. Ciasto wszak lżejsze...
Do mąki, pół/pół kukurydziano-pszennej (ilość w zależności od ilości posiadanych warzyw i owoców morza, zresztą jakich tylko dusza zapragnie...) należy dolać zimnej, gazowanej wody. Ciasto zaś
powinno mieć konsystencję śmietany, nie powinno zbyt spływać z naszych warzyw i owoców. Jednocześnie należy je wymieszać niezbyt dokładnie, ponoć to ciasto powinno mieć grudki i już!
I tak, najpierw do rozgrzanego do czerwoności :) oleju wrzucamy warzywa, potem owoce morza różne, a gwarancja nieprzechodzenia sobą smaków zapewniona! Tempurę można ponoć ze wszystkiego,
moja próbka (tak tak próbka, z powodu zbyt małej ilości mąki kukurydzianej :) została przyrządzona z pokrojonej na plasterki pieczarki i plasterków piersi z kurczaka. Do oleju rozgrzanego (testowo wrzucamy
kawałek chleba - test na odpowiednią temperaturę zdany, gdy ów chleb brązowieje szybko)  wrzucamy dosłownie na moment nasze nadzienie z tempurą (tak aby nie było surowe, jednocześnie mamy pilnować, aby  się nie spaliło...).
Osuszamy na ręczniku papierowym i podajemy natychmiast, z sosem sojowym na ten przykład.

A ja jestem zaskoczona, że to takie pyszne...

czwartek, 16 czerwca 2011

W dobrym towarzystwie



Dobrze, że jest mama!
Czasami można liczyć, że zaopatrzy w najwspanialsze pomidory na świecie.
Pomidory Malinowe z gospodarstwa ogrodniczego Ryczywół.
Same lub z dodatkami, z mocnym wskazaniem na świeżą cebulę i oliwę z oliwek, ale tę swojską z targu w Makarskiej.
A nie dalej niż chwilę pomyślałam sobie, że mogłyby być w jeszcze lepszym towarzystwie.
A już najbardziej to by im odpowiadało chorwackie towarzystwo, ech!
Nie pozostaje nic innego tylko tęsknota.

Ale co by na to powiedziały Malinowe z Ryczywołu?



wtorek, 7 czerwca 2011

Morlinowe zapiekanki z oscypkiem



Cóż to takiego?

Otóż, plasterki oscypka, lub małe przekrojone na pół.
Owinięte plasterkami boczku wędzonego z Morlin.
Niektóre dodatkowo udekorowane listkiem bazylii oraz pomidorem malinowym z gospodarstwa ogrodniczego Ryczywół.
I to wszystko do piekarnika na czas niewielki.

Najlepsze, kiedy ser ciepły i bułka chrupiąca!


wtorek, 1 lutego 2011

Hiszpańsko-sąsiedzkie inspiracje czyli tapas




Pieczarkowe tapas... Zainspirowane po sąsiedzku :) Nie wiem dokładnie jak Pani E. to robiła, ale wymyśliłam sobie taki sposób:

potrzebujesz:
pieczarki (nie za duże)
natkę pietruszki
cytrynę
ząbek czosnku
olej
sól, pieprz, chili

Najpierw pieczarki wrzuciłam do gorącej, osolonej wody na ok. 5 min. Następnie wrzuciłam na patelnię do podsmażenia. Posoliłam, popieprzyłam i pochiliłam :)
Posypałam natką oraz dodałam zgnieciony ząbek czosnku. Na koniec pokropiłam cytryną.
I naprawdę szybko to zrobiłam.
W tempie...zniknęło ze stołu...
Tapas Inspired by  E.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Francuskie kwadraty







Czy ktoś widział i smakował lepsze wypieki ponad swoje własne... No właśnie!
Takich wypieków, i nie ważne, słodkich czy słonych nie znajdziesz Mocium Panie w żadnym sklepie lub też w żadnej piekarni, bądź cukierni... Takie wypieki mogą tylko wyjść spod własnej, Twojej ręki!
Te kwadraty, które już tutaj kiedyś gościłam, co prawda bardziej ze śliwką niż z oliwką, na ów czas...
Ale przypominam, że robi się je bardzo prosto. W sklepie wypada kupić ciasto francuskie (chyba, że ktoś się pokusi o swoje własne!), po nim pojechać "karbowanym" nożykiem do ciasta krojąc odpowiadające nam kształty (na przykład tak jak powyżej na fotografiach - kwadraty małe bądź większe), pomalować pędzlem kuchennym naoliwionym, po czym przyprawić bazylią i przyprawą chili z młynka... A potem to już tylko właściwe dodatki, czyli: co kto i co komu się! Mogą być kawałki oliwek lub też całe, mogą być kawałki kabanosów lub kiełbas, mogą być też plastry pomidorów lub kwadraty serów (różnych: żółtych, pleśniowych czy in greek style). I tak to wszystko co się komu, w zależności czy wegetarianin czy też człowiek mniej niezwykły.Podpiec na posmarowanej oliwą/olejem blasze. Czas "kuchenkowania" ok. 20 min. w nagrzanym piecu, tak by kształy się zarumieniły, ot co!

Ciepłem owiane, zimnem spowite, co tam komu...

sobota, 16 stycznia 2010

W styczniu...Ucztowanie...





















Ucztowanie...
Margarita, serek kozi i hit wieczoru sałatka zasmakowana w Otrębusowej restauracji

Składniki następujące:
rukola (niecałe opakowanie)
kilka pomidorów suszonych (ja używam takich w ziołowej zalewie produkcji germańskiej)
pomidorki koktajlowe (najlepsze jednak podłużne)
ser pleśniowy (typu lazur niebieski)
ziarna słonecznika oraz sezamu (ok. łyżki każdego, ale to według uznania...)
ok. 5-6 łyżek octu balsamicznego (wypróbowany firmy Monini)
kilka kropli extra vergine

Rukolę rozkładamy na płaskim talerzu, pokrojone na połówki pomidorki, pomidory suszone krojone na plasterki oraz ser pokruszony na rukolę rozrzucamy.

Całość posypujemy zarumienionymi na patelni ziarenkami.
Uwaga! Nie spalić!
A całość polewamy zredukowanym octem balsamicznym, co oznacza, że mamy przez chwilę niemiły zapach w kuchni oraz piekące oczy i okno wskazane uchylić! Zredukowaną (gęstą), inaczej mówiąc, zmniejszoną ilość owego, nietaniego zresztą płynu... polewamy ten fajny i płaski talerz, kropelki extra vergine na dokładkę...

I nawet Katarina polubiła rukolę...