Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 czerwca 2014

Z wisienką pianka... czyli wspomnienie gdańskiego sernika...



Goldwasser Cafe na ulicy Długiej w Gdańsku...
Na wspomnienie pięknego wnętrza kawiarni, słodkiego sernika z pianką w towarzystwie wiśni pojawia się ślinka w ustach...
I na dokładkę właściwa stacja radiowa w głośnikach...
Czegóż chcieć więcej?

Słodka część Gdańska przypadła nam do gustu...

wtorek, 29 listopada 2011

RistoranteTesoro...Bookarnia...Memoires...



Trochę wspomnień z Sopotu. Specjalnie dla K., która rozchorowała się i w ten czas nie zdołała odwiedzić morza...
Otóż Ristorante Tesoro.





W przewodniku podręcznym, miejskim, o wybrzeżu, przeczytałam, że prowadzona przez rodowitego Italiano... cóż..
Chyba o innym pojęciu włoskiej kuchni myślimy i widać dlatego się nie zrozumieliśmy, innym językiem poprostu. Na wstępie karta przeładowana. Ja taką typowo włoską wyobrażam sobie, że tam jest mało w menu i podają zwyczajne jedzenie. Na stół zamówiliśmy pizzę Tesoro (po co tam zimne koktajlowe pomidorki? nie wiem), rukola super, ser parmezan też skądinąd zimny, w dość dużej ilości, a ciasto trochę przytwarde. No jednym słowem jadłam lepsze, jak na specjalność i w dodatku u rodowitych... Ech! Gnocchi też nie były powalające :) Jedyne co mi się spodobało to wypiek własny - chleb z pomidorem między innymi - krojony na moich własnych oczach, ot niespotykane! Oliwa z oliwek na stołach...
Ot zdaje się, że to całkiem dużo, dodając do tego jeszcze muzykę prosto z RadiaItalia w tivu i obwieszone fotosami z włoskich filmów ściany.

Całkiem inaczej niż gdzie indziej!

A na koniec znajomo w Bookarni, to już na pewno specjalnie dla K.!
Torcik czekoladowy z malinami...

wtorek, 18 października 2011

Wspomnienia z Zagrzebia









Piękne górne i dolne miasto.
Zagrzeb bardzo mi się spodobał.
Myślę, że pewnie jeszcze tam wrócę!

Tymczasem pozostają wspomnienia...

piątek, 7 października 2011

Zaczęła się jesień



Dla mnie właśnie dzisiaj zaczęła się jesień.
To pierwszy taki pochmurny dzień deszczowy w moim odczuciu.
Jeszcze nie tak dawno trzeba było rozkładać parasole przeciwsłoneczne.
A dzisiaj...
Dzisiaj czas już na ich złożenie.
Do następnego słonecznego dnia!

Życzę Wam żeby tej jesieni słońce odbijało się w spadających, kolorowych liściach.

czwartek, 6 października 2011

Jabłko Macintosh



Ta kawiarnia w Podgoricy bardzo mnie zachwyciła...
Dzisiaj piszę również z zachwytu, aczkolwiek powodowana jestem bardziej smutną wiadomością o przeniesieniu się Steve'a Jobsa w inny wymiar.
Po powrocie z Indii, jednym z jego ulubionych owoców były jabłka. Wdzięczna nazwa Macintosh przyjęła się na całym świecie. Śmiało można powiedzieć, że bardziej kojarzy się ona z komputerem, niż ze wspaniałym owocem. W Polsce owoc został skreślony z listy odmian, ze względu na wrażliwość na pewne szkodniki... Hm szkoda!
Steve był wizjonerem. Do tego zaś potrzebna jest intuicja. Mawiał, żeby podążać za swoimi marzeniami i szukać, jeśli jeszcze się nie znalazło tego co się kocha robić. To pewnie pozwala uruchomić niespożyte pokłady intuicji, którą też posługiwał się Steve. 

"Jeżeli jeszcze tego nie znalazłeś, szukaj dalej. Nie spoczywaj. Jak ze wszystkimi sprawami serca, będziesz wiedział, kiedy to odnajdziesz" – dodawał.

Jabłka są pyszne!
Jabłkowe komputery osobiste przepysznie użyteczne!

środa, 5 października 2011

Stworzeni po to, by...





By...
By żyć...
By podróżować...
By miło i z bryzą morską spędzać czas!
Takie jest moje przeznaczenie w życiu.
Wyśmienicie swoją rolę spełnia Zatoka Kotorska.
Zauroczeń wiele! Od leniwie spędzanych poranków na plaży, po wycieczki liczne po górskich drogach, po piwo z beczki toczone o właściwej temperaturze. A jeśli ktoś się uprze może też zaliczyć partyjkę w bocce, bule czy pentaque, bo różne nazwy kule przybierają, w zależności od tego gdzie w nie grają (gdzie grają).
By żyć stworzeni...

wtorek, 4 października 2011

Winne klimaty



Moje archiwum zdjęć robi się coraz bardziej obszerne.
Zawsze z podróży przywożę pewne zapasy zdjęć mniej lub bardziej kulinarnych.
Związanych z jedzeniem, piciem, tematem kulinarnym...
Korzystam z niego właśnie w takie dni, kiedy to nawet nastrój nie jest już wypoczynkowy.
Wtedy czuję, że cały czas ogrzewa mnie obietnica kolejnych podróży i przepływów natchnienia.
W biegu inne obowiązki sprawiają, że gubię gdzieś przepływ...
Wtedy właśnie korzystam z przepastnych archiwów.

I pokazuję co spotkałam na swojej drodze patrząc...

poniedziałek, 26 września 2011

Jeziora Plitwickie, chorwackie wspomnienie






Wiem, to nudne...
Ależ ja to uwielbiam..
Nastrój, pogodę, zapach lawendy..
I zapach wody w jeziorach i wodospadach plitvickich...

Pozwalam sobie zatem na  kolejne, tym razem plitwickie wspomnienie.

czwartek, 22 września 2011

Dolac, inaczej miłe przeżycie







Cudowne, gwarne miejsce to Dolac. Targ, który codziennie odbywa się w okolicach Kapitolu.
Już od 7 rano. A kto nie lubi rano wstawać, też ma szanse. Bowiem targ kończy się dopiero przez 14.

Polecam taki swojski gwar w środku miasta!
W Zagrzebiu, oczywiście...

wtorek, 20 września 2011

Slasticarnica, czyli chorawacka potrawa narodowa.





Bynajmniej nie chodzi o lody Macho...
I nawet nie o te Grycana, czy też Zielonej Budki (której zresztą niektóre smaki nie ustępują Grycanowi - zgodnie z sugestią spróbowałam i rzeczywiście w przypadku co najmniej jednego smaku jestem w stanie przyznać rację, no może jeszcze wanilia z sosem malinowym...).

Uważa się, że pierwsze lody w Zagrzebiu podał tamtejszy restaurator Matto Pallain, w swojej kawiarni w 1847 r.! I że dzięki temu, i od tamtego właśnie czasu stały się one potrawą narodową. Cóż, ja mogę tylko potwierdzić. Od dawna zresztą najbardziej lubię te chorwackie. I to w każdym miejscu, jak kraj długi i szeroki. Wszędzie są dobre, choć nie wszędzie tak samo. Posmakowaliśmy tych w lodziarni Sport na Virze, w Cameliero w Sibeniku, no i oczywiście tych w Zagrzebiu. I tam właśnie wypróbowaliśmy dwie lodziarnie z listy zaproponowanej przez Piersa Lechtera.

Lodziarni Centar szukaliśmy...
Znajduje się przy ulicy Jurisicevej i rzeczywiście była według mnie faworytem. Do czasu jednak! Gdy przez przypadek zupełny, na koniec naszej wycieczki po Zagrzebiu, nie my na nią, ale ona na nas wpadła...niemalże! Mówię o lodziarni Zagrzeb.

Lodziarnia Zagreb.
Ulica Masarykova, róg Preradovicevej. Tuż obok pomnika wynalazcy Nikola Tesli, dłuta Mestrovica, najsłynniejszego rzeźbiarza chorwackiego. Niezapomniany smak, smak pomarańczy oraz smak opery. Dwie gałki wyglądają jak cztery. Smak opery z wielkimi wiórkami czekolady, kawowy... A smak pomarańczy z sosem pomarańczowym...

A na koniec, w ustach pozostał pyszny smak Zagrzebia...
I już dzisiaj wiem, że na pewno tam wrócę!

czwartek, 25 sierpnia 2011

Pokój winny


Czy mogłoby się zdarzyć inaczej?
W odwiedzonym, nowym hotelu Ramka przez przypadek zamieszkałam w pokoju dla smakoszy i nie tylko...
Pokój winny...
Nastrój bynajmniej nie był taniczny.
Atmosfera lekka, niczym vinho verde albo riesling...

piątek, 5 sierpnia 2011

Ja już wiem!



Ja już wiem...
Jest takie bistro, bistro WIEM.
Przyznam szczerze i to bardzo, że jeszcze nie wiem jak ono smakuje.
Ale wszystkich tych, którzy chcą się sami przekonać...

Zapraszam na Wybrzeże Kościuszkowskie 20!

środa, 3 sierpnia 2011

czwartek, 21 lipca 2011

Wakacje w powietrzu



Chyba w powietrzu można już poczuć wakacje... a właściwie prawie półmetek wakacji!
Niektórzy doświadczają morskiej bryzy w powietrzu, inni całkiem zaś inaczej, świeżego górskiego klimatu.

Niemniej wszystkim życzyć wypada wspaniałych okoliczności przyrody.
Jak najmniej burz piaskowych i trąb powietrznych.
Ot co!


czwartek, 14 lipca 2011

Trochę kawiarni... trochę czasu...





Wszystko  zdawało się mówić do człowieka: Zwolnij, usiądź, odpocznij...

Korzystając, że lato!
Korzystając z życia!

Powoli i z radością, żyjąc, niespiesząc nigdzie...
Poprostu odpocznij!

wtorek, 12 lipca 2011

Menu




Czasami w menu jest mnóstwo ciekawych i w dodatku różnych...
Przeglądam, zaglądam to na poprzednią, to na następną stronę z nadzieją, że wreszcie coś, że może...
W kuchni podobnie jak w życiu wolę piękno objawiające się niż to narzucające. 
Ot i co?!

i wtedy pada prosty wybór, coś zwykłego.
Co prawda kruh ów (z chorwackiego: pieczywo) jako przekąska służy do chorwackich kotlecików...

Bądź, co bądź, proste życie pochwalone bądź!