Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bezy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 11 listopada 2014

Tak! Jestem Niepodległa!



Jestem niepodległa…

Jestem biało-czerwona…

Jestem otulona śmietaną i truskawkami niczym świat dzisiaj jesienną słotą…

Jestem biała, jak odremontowana kamienica na rogu ulic Mokotowskiej i Wilczej. Kiedyś zabudowa Mokotowskiej kończyła się na wysokości Pięknej, a niezabudowana część terenów przylegających do ulicy obsadzona była sadami i ogrodami warzywnymi, występowały też stawy hodowlane… Podczas powstania warszawskiego rejon ulicy tej był broniony przez batalion Ruczaj, i mimo wojennych zniszczeń Mokotowska zachowała wiele ze swego arystokratycznego charakteru.
Wilcza dawniej była drogą narolną biegnącą włóką wójtów warszawskich, którymi w XV wieku byli Wilkowie...

A dzisiaj…? Dzisiaj to piękne ulice, coraz więcej odnowionych kamienic, chodników... coraz więcej uśmiechniętych ludzi...

Kiedy wczoraj szłam Mokotowską poczułam wdzięczność, za to że ona dla mnie jest…

I dzisiaj właśnie uczcimy Naszą Niepodległą tortem…
...biało-czerwonym…
...truskawkowym…
ale przede wszystkim bezowym…


Niepodległa! Niech żyje nam!

piątek, 9 sierpnia 2013

W nastroju deszczowym bezowo mi...



Czasami jest tak, że deser bierze górę...
A czasem jest to gospodarność pani domu...

Teraz jedno i drugie!
Wzięła nade mną górę gospodarność i z jajek po katalońskim przysmaku postanowiłam wprawić się w bezowy nastrój.

Szkoda tak pięknego i deszczowego wieczoru... Bez deseru...
Użyłam (prawie tak jak tutaj):
8 białek, bo tyle zostało mi z kremu 
300 g cukru miałkiego
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej 
 i 1 łyżeczka soku cytrynowego

Wiadomo, że białka ubiłam ze szczyptą soli dodając później powoli cukier, w końcu mąkę i sok.

Wyłożyłam na dwa kręgi narysowane na papierze do pieczenia, wyłożonym na blachę płaską do ciasteczek.

Do nagrzanego do 180 st. Celsjusza piekarnika włożyłam na 5 min. Potem zmniejszyłam temperaturę do 140 i piekłam 75 min. Zostawiłam na noc do wystygnięcia w tymże piekarniku.


I w ten deszczowy wieczór udekorowałam krążek bitą śmietaną (36%) oraz borówkami i kulkami arbuzowymi.


Biała beza w deszczu to niezwykłe orzeźwienie!

piątek, 7 czerwca 2013

Stracciatella... czyli czy można chcieć czegoś więcej?



Deser, ach co za deser...
Niewymagający i zaskakujący!
Czas przyrządzania krótki, a radość z niego wielka.
Przepis podarowany przez Panią P. z dedykacją dla Niej właśnie...

Tak więc do jego zrobienia:
300 ml śmietanki 30%
100 g bezy
30 g czekolady gorzkiej (ok. 1/3 tabliczki, ale ostatecznie wg uznania)
1 łyżka likieru o smaku whiskey

Bezy rozdrobniam wałkiem, tj. nakrywam papierem do pieczenia i wałkuję. Następnie wrzucam do wcześniej ubitej śmietany (mikserem i nie na całkiem sztywno). Podobnie wsypuję utartą gorzką czekoladę i wlewam likier. Wszystko razem delikatnie mieszam i umieszczam w blaszce wąskiej, małej keksówce. Wypełnioną formę delikatnie wystukuję o blat, żeby masa "osiadła". Nakrywam szczelnie folią aluminiową żeby nie deser nie przyjął innych zapachów obecnych w zamrażalniku. Tak przygotowaną straciatellę umieszczam w zamrażalniku do momentu zamrożenia. Może być na całą noc!

Kroję na grube plastry lub inne kształty i podaję z sosem z owoców. Najbardziej lubię z malinami usmażonymi z cukrem brązowym na patelni. Ale przekonałam się ostatnio, że truskawki wcale im nie ustępują smakiem...
I co dla niektórych może być ważne, jest to deser, który nie wymaga sprawnego piekarnika :), ot co!

Straciatella...i życie jest słodkie!

poniedziałek, 20 lutego 2012

Słodka pianka...




Z całą pewnością można powiedzieć, że zrobiona dzięki tłustemu czwartkowi...
Otóż miały być pączki i były! Z tajnego przepisu gdzieś na gotujebolubi :)... rzeczywiście pyszne, ale gdzieś popełniłam błąd w procedurze, bo wyszły mi dziwnie płaskie, nic to! ?spróbuję być może raz jeszcze... kiedyś...

A tymczasem...
Usiadłam nad dużą ilością białek jajowych, które musiałabym wyrzucić gdybym nie wpadła na pomysł też już przecież znany. Australijska Biała Pavlova dzięki
uprzejmości Mojewypieki i wszystkim innym, którzy pisali o tym przepisie... 

czyli deser z 20 białek "popącznych" (porcja na dwa duże kręgi i torcik z trzech małych wielkości talerzyka deserowego, uff), ilość polecana na dużą biesiadę rodzinną bądź klasyczną domówkę...

do 2 dużych kręgów:
po 6 białek, 300 g cukru miałkiego, 1 łyżeczka mąki kukurydzianej i 1 łyżeczka octu jabłkowego
zaś do 3 małych kręgów pozostałe 8 białek.

Białka ubijamy, najpierw wrzuciłam mąkę z octem i niebawem całą resztę cukru i dobrze ubiłam. Tak jak zalecano na papierze wymalowałam okręgi i wyłożyłam dwie duże porcje sztywnego białka , ułożyłam w piekarniku na 10 min w 190 stopniach C., po czym do wskazanej temperatury zmniejszyłam, czyli 150 st. C i piekłam 90 minut. Przyznam, że ten efekt mnie oszołomił, bo to był mój pierwszy raz (sic!). Jeden regularny krąg zjedliśmy z bitą śmietaną i rozmrożonymi owocami leśnymi. A potem pozostał już tylko torcik z małych krążków, przełożony bitą śmietaną, leśnymi owocami i kolejną warstwą z mandarynkami z puszki..

Czwartkowe, słodkie odkrycie!