Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 listopada 2014

Orkiszu w czekoladzie mi daj...




No to teraz inaczej…

Przyjęłam do wiadomości sugestię siostry, jakoby rolada czekoladowa z preparowaną kaszą jaglaną była za twarda. Poczyniłam eksperymenta i tym razem przygotowałam ciasteczka z preparowanym orkiszem i rodzynkami.

Czekolada po kąpieli wodnej została uzupełniona orkiszem i rodzynkami, wymieszano i uformowano małe, płaskie ciasteczka czekoladowe…

No i chyba dużo lepsze niż rzeczona rolada… 

sobota, 25 października 2014

Wytrawny, czekoladowy wieczór w dwóch espadrylach...



Przyszło nowe, wraz z espadrylem...

Mój cudowny, barowy stołek skrył espadryla pod sobą, ot co! Ale jakież było moje zdziwienie, kiedy przez przypadek odsunąwszy stołek, odwróciłam się i zobaczyłam niebieskie na słomie, leżące w tym samym miejscu, w którym było zaginęło... dematerializacja, materializacja... ach jakie było moje zdziwienie i radość zarazem...

Przyszło nowe w jednym espadrylu :)

Jesień w pełni, czytelnicy domagają się bym pichciła i pisała :) dziękuję wszystkim, którzy za mną tęsknią ;)

Otóż, czekoladowa jesień zawitała do domu mego. I w związku z tym postanowiłam kaszę jaglaną preparowaną otulić czekoladą. Ze względu na swoje działanie odkwaszające, usuwające toksyny i bogactwo mineralne (magnez, potas, wapń, wit. z grupy B) będzie wytrawnym wzmocnieniem na chłodny wieczór...

Czekoladę deserową (Wedel) dzięki uprzejmości Pani M. (merci!) rozgrzałam w kąpieli wodnej i odstawiłam do ostygnięcia. Potem dosypałam kaszy jaglanej preparowanej – nie za dużo – tak by można było swobodnie wymieszać z czekoladą. Owinęłam w papier do pieczenia formując podłużny walec. I tak przygotowany deser włożyłam do lodówki do zastygnięcia.

Po całej nocy przebywania w lodówce czekoladowa wytrawność została pokrojona w grube plastry (ok. 2-3 cm) Uwaga: plastry mogą się kruszyć, wymagana delikatność!

W dwóch espadrylach :) można zakosztować wytrawnego deseru do kawy...
w ten jesienny, chłodny wieczór...


niedziela, 1 stycznia 2012

Malinowe muśnięcie, czyli tarta serowo-czekoladowa


Coraz bardziej ulegam pokuszeniu... Czekolada i jej różne odsłony...
Teraz zupełnie przypadkiem trafiłam na tartę serowo-czekoladową, z malinowym muśnięciem.

Do tarty, ciasto kruche, takie jakie lubicie najbardziej.
Ja próbowałam z ciastem do sernika, w proporcji nieco mniejszej niż zwykle... ale niełatwo było je zagnieść. Powiedziałabym raczej, że w ogóle mi się to nie udało i w efekcie trochę musiałam łatać na blaszce :(
No niezbyt udany początek roku... cóż począć...

Zrobiłam ciasto z następujących składników:
ok. 2 szklanek mąki
1/2 paczki margaryny
1,5 łyżki cukru
niecała łyżeczka proszku do pieczenia
4 żółtka (zdaje się, że ich mniejsza ilość byłaby wystarczająca - 3 z całą pewnością)

Na blaszkę wyłożyłam ciasto. Następnie umieściłam ser biały (President-twaróg półtłusty do ciast i deserów - 1/2 kg)
który zmiksowałam z następującymi składnikami:
2 jajka
1/2 szklanki cukru
1/2 paczki margaryny
nie dodałam budyniu, co spowodowało, że ser był dość zwięzły, zatem następnym razem dodam jednak 1/2 torebki budyniu waniliowego.

Całość upiekłam w temperaturze 160 st. C. nastawionym na ogrzewanie góra-dół piekarnikiem, w czasie ok. 50 min.
Odczekałam aż ostygnie i wylałam prawie zastygnięte maliny (mrożone maliny podgrzałam w garnku z 3 łyżkami cukru i dwoma łyżkami żelatyny oraz niewielką ilością wody, następnie pozostawiłam do stężenia, choć nie całkowitego). Ich warstwa była dość cienka, ale i tak stanowiły dość miłą obietnicę smaku lata...

Udekorowana czekoladą była gościem na sylwestrowym stole.


czwartek, 29 grudnia 2011

Na pokuszenie... czyli czas na upominki


Skutecznie dałam się skusić, znowu...
Tym razem zrobiłam świąteczne upominki, nie tylko z orzechów. Teraz skusiły mnie rodzynki.
Na ich 100 g przeznaczyłam jedną czekoladę Jedyną Wedla. Wyszło pysznie...
Upominkowe torebki wyruszyły do swoich nowych właścicieli.

Wprowadziłam też innowację. Otóż... w ramach wykorzystywania wszystkich produktów do końca, pozostałości czekolady z papieru, na którym stacjonowały rodzynki, usunęłam delikatnie nożem tzw. ruchem zeskrobującym. I właśnie takie, czekoladowe wiórki towarzyszyły gruszkom w amaretto.

Ale to jest historia, która niebawem...

czwartek, 8 grudnia 2011

Slow motion



Odkryłam coś pięknego!
Włoskie orzechy w polewie czekoladowej.
Nie własnej, bo... Wedel, Wawel, Lindt..
Wybornie proste, wybornie wytrawne, choć w gorzkiej czekoladzie.
Czekolada: Jedyna, Dark 90% i Lindt dark chili.
One ciemne i kakaowe, rozpuszczone...
Orzechy w ciepłej kąpieli zatopione...
Na papierze wysuszone...

Nie mniej... lecz bardziej... Dla mnie!
Może też dla Was...