Spełnienie wreszcie nadeszło. Przepiękny, kolorowy rosół, który Wietnamczycy jedzą nawet na śniadania. Użyłam do niego 2,5 litrowego garnka. Przyrządziłam wywar drobiowo-wołowy. Z tego kawałka wołowiny, którego potem wykorzystałam do zupy, najlepiej pręgi wołowej. Taka porcja, którą przygotowałam z powodzeniem dla czterech osób.
Oprócz zwykłego wywaru, do Pho potrzebowałam:
gwiazdkę anyżu
sos sojowy (1/3 szklanki)
sos rybny (3 łyżki)
kostkę rosołową z kaczki (do kupienia w Kuchniach Świata)
kiełki fasoli mung (puszka)
kolendrę (garść)
miętę (garść)
szczypiorek (dwie kępki z jedną dymką)
chili
limonkę
200 g makaronu sojowego (ryżowy też piszą, że odpowiedni)
Wywar wstawiłam na 30 minut, po czym dodałam gwiazdkę anyżu, sos sojowy oraz sos rybny (byłam w posiadaniu kostki z kaczki więc kostka ta też trafiła do wywaru). Kolor zaczął przypominać znaną mi mapę. Wyjęłam mięso wołowe i pokroiłam na cienkie plastry i wrzuciłam do bulionu. Bulion gotował się jeszcze ok. 20 minut. Dodatki do zupy pokroiwszy (mięta, kolendra, szczypiorek, dymka), wymieszałam z kiełkami.
Na talerze wlałam rosół wraz z wołowiną i rozdzieliłam do talerzy dodatki. Dodałam makaron oraz pokrojone w plastry chili. Pokropiwszy limonką ze smakiem zjadłam. Dodałam świeżo marynowany czosnek.
Pho było kolorowe, pyszne... Zupełnie takie jak się spodziewałam albo może lepsze nawet...
Też kiedyś spróbuję Pho na śniadanie...