
Sobotnim popołudniem, po "gehennie" zakupowej, na stole, w jednej z dzielnic Warszawy, zawitało własnoręcznie przyrządzone sushi...
Jeśli dobrze policzyłam to rzeczonych rąk było sześć, na dodatek jeszcze łapy, łapy, cztery łapy...
I tak wiedzeni przepisami, instrukcjami dobrnęliśmy...
Zwieńczyliśmy wieczór wspaniałą kolacją z sushi w roli głównej...
A ręce...
Niby takie umęczone, no bo to i nóż szefa trzymać niełatwo...
Z pałeczkami jednak dały radę!