poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Suszone pomidory&polędwiczka
Nastał czas polędwiczki wieprzowej.
I suszonych, wyśmienitych pomidorów z Sycylii.
Polędwiczkę zamarynowałam w oliwie, oleju rzepakowym i kremie balsamicznym, krusząc na wierzch ziarenka pieprzu i nie używając soli! Pozostawiłam pod przykryciem na trzy godziny. Następnie polędwiczkę przecięłam wzdłuż, ale nie do samego końca. Włożyłam do niej kilka pomidorów suszonych, pokrojonych w paski (wg uznania). Należy wszak pamiętać, że pomidory są dość słone... Dołożyłam również po kilka listków rukoli na całej długości. Całość ścisnęłam i związałam sznurkiem. Polałam sosem tj. pozostałą marynatą oraz posoliłam. Wstawiłam na 45 min. do piekarnika (ok.150-200 st. C.).
Soczystość wyśmienita! A ze szparagami...
piątek, 16 marca 2012
Naturalna konsekwencja
Naturalnie jest to konsekwencja posiadania w lodówce kapusty pekińskiej. I co za tym idzie pierwsze koty za płoty w stosowaniu ekonomii w gastronomii...
Gyros przygotowałam z polędwiczki wieprzowej.
Na dwa duże gyrosy:
ok. 35 dkg polędwiczki wieprzowej
ogórek zielony
4 pomidorki koktajlowe
oliwki czarne
jogurt grecki
ząbek czosnku
przyprawa gyros, pieprz, oliwa
Polędwiczki pokrojone cienko i przyprawione gyrosem oraz pieprzem i zamarynowane w oliwie z ząbkiem czosnku. Następnie zgrilowane wraz z plasterkami czosnku. Reszta przygotowana w międzyczasie. Pokrojona kapusta, ogórki, oliwki, pomidorki podpieczone. Bułki do gyrosa podpieczone w piekarniku przez krótką chwilę.
Wszystko tłumnie, ale zgrabnie próbowałam umieścić w super chrupiącej bułce.
Cóż, próbowałam...
A ostatecznie wyglądało jak moje wielkie, greckie żarcie...
czwartek, 15 marca 2012
Ideał sięgnął sałaty
Czyli o tym, jak zagospodarować liście...
Liście cykorii i pekińskiej kapusty.
Pekińska jest talerzem jadalnym z kostkami sera korycińskiego, tradycyjnego przysmaku z Korycina. Podano z oliwą, w moim przypadku ser z czubricą.
Zaś liście cykorii z innym serowym przysmakiem, oscypkiem...
Oscypek pokrojony w paski i udekorowany pomidorkiem koktajlowym.
Całość skropiona oliwą i posypana pieprzem, pieczona w piekarniku nagrzanym do 150 st. C. przez ok. 15 minut.
Priorytetowo cykoria, bo ciepły oscypek smakuje lepiej!
A jadalny talerz gdzieś pomiędzy...
Idealny sposób na powitanie wiosny!
środa, 14 marca 2012
Na chandrę
Ostatnio...a nawet często...
I wtedy, gdy miewam chandrę!
Lubię zjeść pieczone ziemniaki, które w piekarniku ok. 45 minut spędzają.
A tym razem ze szpinakiem oraz z czosnkiem.
Polewa z oleju z rzepaku, wytłoczonego na zimno...
Tak dobre, że palce lizać!
wtorek, 13 marca 2012
czwartek, 1 marca 2012
Z cyklu bez słów
czyli tak bardzo lubię pomidora pieczonego...
Tym razem wydrążyłam środek i upiekłam czerwoną otoczkę w piekarniku polewając ją oliwą. Piekłam w temp. 200 st. C. przez jakieś 10 minut. Po czym wbiłam jajko i przyprawami spowiłam i na 10 min do piekarnika wstawiłam...
Ach, jak ja lubię pieczone pomidory!
środa, 29 lutego 2012
Szpinak łososiowy we francuskim
Trywialnie i smacznie...
Przynajmniej mnie tak się wydaje... Ba, nawet jestem tego pewna!
Pożądane:
jedno opakowanie ciasta francuskiego
półkilogramowy filet z łososia
szpinak w liściach
3 ząbki czosnku
sól, pieprz, oliwa
Otóż...
ciasto francuskie delikatnie rozwałkowałam, ale naprawdę tylko musnęłam. Na nie wyłożyłam oprószonego solą i pieprzem łososia. Na niego zaś liście szpinaku zesmażone z czosnkiem pokrojonym na plasterki na patelni z oliwą... A tych liści zużyłam kilkanaście. Ciastem opatuliłam łososia (wcześniej odcinając od okrągłej formy żaroodpornej rogi kwadratowego ciasta) i zespoliłam dwa brzegi ciasta dosłownie na środku fileta, delikatnie zaszczypując. Utworzyło się takie szczypnięcie jak do pierogów. Całość pokropiłam oliwą delikatnie, ponakłuwałam widelcem w paru miejscach i umieściłam w nagrzanym do 200 st. C. piekarniku na minut 30.
Wyjąwszy przekroiłam na kawałków trzy i spałaszowałam raz, dwa...
wtorek, 28 lutego 2012
Porc aux pruneaux, czyli o wyższości śliwek z pestką
Ponownie Sarah Woodward i jej kuchnia z Francji...
Czyli wieprzowina ze śliwkami.
Do dania z polędwiczek wieprzowych potrzebujemy:
ok. 200 g śliwek suszonych (najlepiej z pestkami i na wagę)
ok. ½ kg polędwiczek
ok. 300 ml wina (białe)
40 g masła
2 łyżki śmietany
1 łyżka dżemu z czerwonych porzeczek (opcjonalnie żurawina lub borówka)
mąka pszenna
sól morska, sól pieprz
W rieslingu spätlese zostawiłam śliwki na 24 godziny. Mając już gotowe śliwki przygotowałam polędwiczki, krojąc na kawałki o grubości 2 i ½ cm. Śliwki wraz z winem umieściłam w garnku i gotowałam na małym ogniu ok. 20 min. Wieprzowinę przyprawiłam i posypałam mąką, po czym umieściłam na rozgrzanym maśle, smażąc z każdej ze stron przez 2 minuty, aż do lekkiego zbrązowienia. Zmniejszając płomień smażyłam jeszcze 5 minut. Całość wieprzowiny można przełożyć na półmisek (podgrzany wcześniej w piekarniku do temp. 150 st. C), pozostawiając na patelni tłuszcz ze smażenia. Odłożyłam też odcedzone z wina śliwki na półmisek, który przykryć można folią i umieścić w nagrzanym wcześniej piekarniku.
Tworząc sos, na patelnię wlałam pozostałe wino i dodałam śmietanę oraz łyżkę żurawiny z jabłkiem. Wymieszałam sos, aż zgęstniał. Do tak przygotowanego sosu wkroczyła zawartość półmiska. Wszystkie składniki delikatnie wymieszałam i doprawiłam do smaku.
Przełożyłam na połmisek na powrót...
Śliwki, choć z pestką, rozpływały się w ustach... poniedziałek, 27 lutego 2012
Legumina
Maja Łozińska pisze w swojej książce "Smaki dwudziestolecia", że w międzywojennej Polsce na topie były obiady trzyczęściowe, to jest: zupa, danie główe i deser, leguminą zwany.
Od kiesielu, przez kompot, galaretkę, naleśniki na torcie hiszpańskim kończąc...
Przeszło mi to przez myśl, gdy pomyślałam o wykorzystaniu kaszy jaglanej, o której z kolei zaczytałam się w "Miastowi, slow food i aronia losu" u Anny Kamińskiej.
Otóż nazwałabym ten sposób na deser leguminą właśnie... kasza jaglana z powidłami śliwkowymi i śmietaną.
Kaszę jaglaną zrobiłam wg przepisu z opakowania:
1 część kaszy na 2ie części wody plus łyżeczka masła (gotowana 15 min.)
powidła śliwkowe (slow food ®by mama)
odrobina lub nie :) śmietany
Trzecie danie nieustannie...
piątek, 24 lutego 2012
Aż trudno uwierzyć, że tak dobre z cebulą!
Cebulaki znalazłam przez przypadek, szukając innej inspiracji... Może powinnam je nazwać po swojemu, jakieś przybulaki??
Otóż, na stronie o potrawach regionalnych, zaintrygowana posłużyłam się tym przepisem
Właściwie zrobiłam je podobnie, czyli używając:
300 g mąki
½ szklanki mleka
25 g drożdży
6 łyżek masła
1 żółtko
ser starty
sól
papryka słodka
bułka tarta
i cebula oczywiście (najlepiej niech to będą dwie spore, nie będzie ryzyka, że zabraknie farszu...)
Drożdże rozpuściłam w mleku, a resztę składników wymieszałam razem. Stopiwszy wcześniej masło i odczekawszy aż ostygnie. Następnie wszystko zagniotłam i odstawiłam do wyrośnięcia ok. 30 min. Ciasto rozwałkowałam na cienki placek i pokroiłam na kwadraty, jak w oryginalnym przepisie 5-6 cm. Nałożyłam niewielką ilość cebuli (wcześniej pokrojonej i zeszklonej na patelni). Ps. ilość podana w oryginale - 200 g cebuli nie była wystarczająca! Na skutek czego borykałam się z problemem braku zeszklonej odpowiedniej ilości. Niemniej... Kwadraty składałam na trójkąty sklejając (nieudanie) boki. Skutkiem czego brzegi rozeszły się podczas pieczenia. Ale zupełnie nie jest to problem! Przygotowane trójkąty posmarowałam masłem roztopionym, posypałam startym serem i posypałam słodką papryką. Ułożyłam na blasze wyściełanej tłuszczem i bułką tartą. Wstawiłam do piekarnika (200 st. C) na 15 minut.
Efekt? Olśniewająco pyszny.
I na dodatek można je podgrzać ponownie, gdy już wystygną...
Czego nie omieszkam dnia następnego...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
